Menu witryny
Start
Opowieści o rybach...
Opowieści o sprzęcie...
Opowieści z ....
Rady i porady...
Markus Pelzer o ...
Babskim okiem...
Imprezy karpiowe
Linkownia
Regulamin galerii
Galeria Karpiarz.pl
 
 
Forum dyskusyjne widoczne jest dla zalogowanych użytkowników.
Nie zawsze jednak zakładający konto otrzymuje e-mail z kluczem aktywacyjnym, co wiąże się z ręczną aktywacją konta przez administratorów. Należy wtedy próbować logować się po kilku godzinach od założenia konta.
Login Hasło
Pamiętaj   
Odzyskiwanie hasła
Nie masz konta? Załóż sobie
 
Start
Wyznania jubilata czyli taktyka karpia PDF Drukuj
Napisał Andrzej Czekierda   
09 sierpnia 2007
W ubiegłym tygodniu rodzina, u której urlopowałem, brutalnie przypomniała mi o upływie lat, czyli naciągnęła mnie na obchody skromnego jubileuszu.
Prawdę powiedziawszy, to psychicznie nie byłem na to przygotowany, bo obracając się pomiędzy młodymi ludźmi (czyt.: karpiarzami) czułem się ich rówieśnikiem. Boleśnie sprowadzony na ziemię i pochwycony przez chandrę, zacząłem wspominać minione lata, swój szlak bojowy od leszczyny do high modulus karbon, przygody nad wodą, ławice poławianych ryb (kiedyś). I tak zrodził się poniższy temat.

Swą przygodę z karpiem rozpocząłem w roku 66, gdy jako świeżo upieczony maturzysta udałem się na autostopową włóczęgę. Ech małolaty, nie macie pojęcia, czym były szalone lata sześćdziesiąte i prawdziwy autostop!
Zahaczało się po drodze, gdzieś w Polsce, o jakąś rodzinę, po to, by na pytanie: „Może jesteś głodny?” odpowiedzieć: „Ależ nie, ciociu, wczoraj zjadłem zupę”. Strzał bywał skuteczny i przy odjeździe ciotunia sponsorowała dalsze wyżywienie, co oczywiście skutkowało pustymi butelkami po J-23 w przydrożnych rowach.
Wracając do tematu. Podczas rajzy po Mazurach zajechałem w wiadomym celu do Boguchwał, gdzie mieszkała moja ciotka,. Po przyjeździe mąż mojej ciotecznej siostry wyciągnął mnie wieczorem do ogródka na rosówki i rankiem udaliśmy się nad pobliskie jeziorko, w którym było pełno karpi i to potworów ok. 4 kg. Może były i większe, ale wówczas żyłka 0,30 miała wytrzymałość ok. 2 kg. Planowany jeden dzień pobytu przerodził się w ponad 10 dniowy i w trakcie tych zasiadek, które obdarowały nas mnóstwem karpi, dowiedziałem się od męża kuzynki, że karp to cwana sztuka. Po zorientowaniu się, że jest na haku, staje na głowie, by promieniem płetwy grzbietowej przeciąć żyłkę lub wali ogonem po naprężonej. Początkowo powątpiewałem w inteligencję, bądź co bądź, głupiej ryby, ale postrzępione przypony dawały mi wiele do myślenia zwłaszcza, że w jeziorku tym nie było małży i gałęzi, rozbitych butelek też nie, nie w tamtych czasach.

Późniejszy okres, który przypadł na lata 70 i 80, był okresem pogoni za drapieżnikami, węgorzem i leszczem. Z karpiami ponownie zetknąłem się pod koniec lat 80, a tak na dobre, to chyba gdzieś na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy w prasie pojawiły się artykuły o kulkach proteinowych, a w sklepach pierwsze karpiówki, teleskopowe lub trzyczęściowe.
Połowy były wówczas mało skomplikowane. Jechałem do Zielonki na glinianki, zakładałem na włos kulkę, jakiś rzeczny, przelotowy ciężarek, do wody 5-10 kulek na zanętę i ok. godz. 23 powrót do domu, bo w krzesełku turystycznym ciężko było dłużej wysiedzieć. Ku niebywałej radości jakieś karpie brały, choć na złowienie pierwszej dwucyfrówki czekałem około 5 lat.
I tak krok po kroku szlifowałem swe umiejętności, zmieniałem sprzęt, nabywałem wiedzy i doświadczenia. Dziś mogę powiedzieć, że im dłużej łowię karpie, tym mniej o nich wiem. Bo czasami potrafią wprowadzić w osłupienie i upewnić, że nie na darmo noszą miano „profesorów”.

Ogólnie chyba wiadomo, że karpie najlepiej łowi się na górkach, a właściwie na ich zboczach, jeśli występują kolonie małży lub racicznicy. I że zestaw należy kłaść przed górką, a nie za, bo strata ryby murowana. Najlepiej łowić, w takich przypadkach, na sztywno, z zablokowanym hamulcem, by nie dać karpiowi możliwości zanurkowania za górkę, gdyż nawet najlepsza strzałówka puści.

Kilka lat temu złowiłem dziewiętnastkę, która nie uciekała jak szalona na wodę, tylko murowała do dna. Wydawało mi się, że ciągnę jakąś kupę złomu, jakiś zatopiony czołg z II wojny. Po lądowaniu go na brzeg stwierdziłem, że ma cały bok pokancerowany. Najprawdopodobniej świadom swej masy przywarł tym bokiem do dna, by zwiększyć powierzchnię przylegania, a tym samym oporu, a ja ciągnąłem go po kamieniach i małżach.

Podczas II Mistrzostw Polski Karpiarzy pełniłem funkcję zastępcy Sędziego Głównego. Zadaniem moim było pilnowanie, by nie było różnych fauli, ocenić pracę sędziów na stanowiskach, krótko mówiąc - by przebiegały one w sposób uczciwy. W trakcie obchodu znalazłem się na stanowisku, na którym akurat zawodnik holował słusznego cyprynusa. Karp szedł z bardzo dużym oporem wzdłuż linii brzegowej, w odległości ok. 30-40 m. Gdy znalazł się naprzeciw wędkarza, a żyłka stanowiła z wędziskiem kąt 180 stopni, wykonał następujący manewr: skręcił ciałem w kierunku brzegu, po czym błyskawicznie w przeciwną stronę. Żyłka poluzowała się, naprężyła i… zestaw wyskoczył nad wodę. Cały ten manewr trwał ułamek sekundy, ale dokładnie zaobserwowałem go, patrząc na żyłkę.

W roku ubiegłym, jak rokrocznie zresztą, uczestniczyłem w zawodach aktorów o Puchar Teletygodnia. Nie jako zawodnik, tylko jako pomoc fachowa. Pomagałem m.in. Tatianie Sośnie-Sarno. W pewnym momencie u Tani nastąpiło branie. Wędka wygięła się do połowy, po czym ryba wyskoczyła na ok. 1 m nad powierzchnię wody i po plaśnięciu o lustro, u stóp Tani znalazł się zestaw ze spławikiem. Ponieważ zawody odbywały się na łowisku komercyjnym, byłem święcie przekonany, że to łosoś, bo jakaż ryba oprócz łososiowatych i szczupaka wyskakuje nad powierzchnię w trakcie holu?. Dopiero po pewnej chwili do mej świadomości dotarł fakt, że ryba ani kształtem, ani barwą nie przypominała salmo salara. Była zbyt pękata i koloru oliwkowo-złotego. A więc karp.

W marcu tego roku łowiłem z Wojtkiem Szczepaniakiem na Kanale Pątnowskim, tuż za ogrodzeniem elektrowni. Kanał ma w tym miejscu jakieś 30, góra 40 metrów. Siedzimy przy piwie i nagle na mojej wędce odjazd. Dopadam, zacinam i nad wodę świecą wyskakuje karp jakieś 20 kg. Jebud o powierzchnię…, luz, a ja stoję z rozdziawioną gębą i kijem ze smętnie wiszącą żyłką. Ten sam manewr jak w przypadku Tani.

W ten weekend jadę na ryby (mają to być jakieś zawody) z chłopakami z Carp Buster Teamu. Znów poczuję się młodszy o jakieś 30 lat i wcale nie dlatego, że przy okazji damy w palnik. Wedle przysłowia: „Kto z kim przestaje, takim się staje”.

Andrzej Czekierda
Ostatnio na forum
Ostatnie 10 tematów
1: [S]CENTURY NG 13 3'5 LBS i inne. by Wojciech Jersak
2: Odp:Wyprzedaż by Karol Trelka
3: Wyprzedaż by Karol Trelka
4: [S] Daiwa Infinity -X 5000 szt.1 by Michał Felcyn
5: VI SŁUPSKIE DNI KARPIOWE by Jacek Tomczyk
6: [S] Kręcioły używane by Mirosław Okoński
7: karp z Anglii by grzegorz ulatowski
8: Odp:IMPREZA NA KRĄŻNIE by Grzegorz Świerżewski
9: Odp:IMPREZA NA KRĄŻNIE by Bartosz Gocoł
10: [s] daiwa emblem X 5500 T szt.2 by Marek Lisiecki
Nowości
Gościmy
Odwiedza nas 33 gości oraz 1 użytkownik
karlik22.jpg